W momencie pisania tego posta jestem tak gdzieś pomiędzy słuchaniem ABBY (nie żebym była jakąś ich wielką fanką, ale nie można żywić się wyłącznie kulturą wysoką), panikowaniem z powodu jutrzejszego próbnego FCE (co prawda nie wszystkich części, ale i tak nie zdam i przyniosę hańbę mojej rodzinie... wyczujcie ten sarkazm) i bazgroleniem twarzy mających przypominać szkice Picassa, a faktycznie przypominających, oh god, nawet...
Nie jest to pierwszy raz gdy tu, na blogspocie, jestem pod wrażeniem czegoś... Czego konkretnie? Liczby osób, które potrafią czytać między wierszami tak, że ja, po zapoznaniu się z komentarzami dowiaduję się o sobie jakichś niestworzonych rzeczy, o których nawet nie pomyślałabym pisząc posta. Czymś, co dziwi mnie jeszcze bardziej jest to, że te osoby pomimo niebywale rozwiniętej umiejętności wyciągania wniosków, nie są...
Uprzedzając nadchodzące pytania, tytuł posta jest nawiązaniem do filmu. Nie, nie jestem satanistką. Po ostatnim poście, poczynić muszę, niestety pewne sprostowania, gdyż niektórzy (ekhem, ekhem, bez urazy, ale...) nie umieją czytać?! O co mi konkretnie chodzi? O to, że pomimo tego, że wyraźnie napisałam, że jestem ateistką, wiele osób w komentarzach ewidentnie myślało inaczej? Ale, nie martwcie się, cały ten post nie będzie...